niedziela, 14 września 2014

rozdział 8

Następny dzień godzina 8.00

Dokładnie 3 godziny temu wylądowałam w Nowym Jorku. A teraz śpię. Zarezerwowałam sobie hotel ale zaraz planuję się przebrać i pójść do domu państwa Nelsonów. Wstałam z baaardzo wygodnego łóżka i poszłam do łazienki się wykąpać i przebrać.
Po szybkim prysznicu ubrałam się w ubrania.
A do tego ubrałam szare rajstopy bo na dworze było zimno. Wzięłam najważniejsze papiery do torebki i wyszłam zamykając pokój. 

Pod apartamentowcem rodziny byłam 10 minut później. Weszłam do lobby i w recepcji był jedynie chłopak w uniformie.
-Emm dzień dobry ja do państwa Nelson-powiedziałam podchodząc bliżej
-A jak się pani nazywa?-zapytał
-Jade Moon
-Dobrze już tylko powiadomię że pani przyszła-powiedział i zadzwonił jakimś dzwoneczkiem-dobrze proszę iść. 3 piętro apartament numer 112.
-Dobrze dziękuje do widzenia.-powiedziałam i już mnie nie było.
Wysiadłam z windy i nie musiałam szukać bo pokój był od razu obok. Zapukałam i po chwili otworzył mi drzwi jakaś starsza pani.
-Dzień dobry czy to rodzina Nelsonów?-zapytałam
-Tak. Pani pewnie jest Jade. Zapraszam-powiedziała szeroko się uśmiechając-Już czekają na panią w gabinecie. Prosto korytarzem i w lewo-pokierowała mnie
-Dziękuję pani.-i szłam za wskazówkami pewnie pani sprzątaczki. 
Zapukałam i kiedy usłyszałam głośne proszę weszłam. 
-Witany panią bardzo serdecznie-powiedziała pani tego domu
-Mi również miło wreszcie państwa poznać a nie rozmawiać przez telefon.-powiedziałam ściągając kurtkę i zawieszając ją na wieszaku
-Więc mamy pani CV i zdecydowaliśmy że od tej pory pani tu zamieszka. Dzisiaj wieczorem pozna pani nasze dzieci ale również proszę przywieść tu swoje rzeczy.-powiedział pan Mark
-Tak się cieszę dziękuję państwu-powiedziałam i podałam im dłoń.
-Dobrze to ja jadę do hotelu i zaraz przyjeżdżam z rzeczami.
-Dobrze. Panią będzie się opiekowała nasza gosposia Maria, którą już pewnie poznałaś. 
-Tak bardzo miła kobieta-powiedziałam uśmiechając się
-To ona ci będzie również pomagać. Jest również nasz kucharz Benjamin.
-Ahh dobrze. To ja już pójdę do widzenia.-powiedziałam i już mnie nie było. Pożegnałam się z Marią i szybkim krokiem zmierzyłam w kierunku wyjścia.

Wzięłam szybko walizki i zamówiłam taksówkę. Kiedy auto stało już pod hotelem zeszłam i jechałam do mojego domu. 
Wchodząc do recepcji oczywiście jak mój pech spadłam i wszystkie walizki na mnie.
-Nic ci nie jest?-przybiegł do mnie chłopak z recepcji
-Nie dziękuję...-i zaczęłam szukać jego imienia
-Adam-powiedział i uśmiechnął się


/Natalie



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz